złamane przymierze na konto rozwoju

~

cieniem się kładzie doniosły akt

na linii losu wykreślonej

szeptem konceptem zdobywam świat

z najwyższych szczytów rozległy widok

niesie się echem w załamaniach

~

nie mam nic ani krzty ot pusta głowa

zajęte ciągle ręce spazmem zajęć

krzykiem rozbitkiem wyłudzam od czasu

nadmiar z dna oceanu osiadły na łodzi

spoczywającej na fali budzącego się dnia

~

wzniosły nie bardziej niż szczytowa godzina

na jednym z cząsteczek świata

czas nie czas wymysł zwojów ludzkich

zapętlonych we własne kajdany niewoli umysłu

wgniata w tętent monotonnie czas zabija nas

~

droga do nikąd życie samo w sobie

urywki skrawki niedopasowane

szturmem nie zgrają rozciągniętych powodów

wzbijam się na drabinę wspartą murem

odzyskanych jednostek przejrzystości

~

kamienny posąg hołdujący trwałości

w nietrwałym obrazie koegzystencji

jesteś nie jesteś migawka historii wieków

a bez ciebie to nie to samo życie

niby nikt a jednak ktoś jakby pełnia pusta

2018 01 02

Dodaj komentarz