pod wiatr

pod ciężarem dnia przygięty kark

na polu bitwy zwanej codziennością

z nosem przy ziemi węszysz wiatr

dźwigając cień śmierci na plecach

trzymasz się swych przekonań jak tonący

choć wielokrotnie wywiodły cię w pole

w twoim wyścigu jesteś ty zwycięzcą

wciąż nie widać wrogów ty ich tworzysz

gdy w zaczarowanym ołówku zetrze się rysik

dokąd uciekniesz twój umysł jest z tobą

by zerknąć w niebo unosisz głowę

jak pierwsze kroki nieporadnych dzieci

nim zdążysz spojrzeć już cię nie ma

jakbyś sam nie był oazą w metropolii

na próżno pytać kto zdoła cię dogonić

na galopującym wielbłądzie twojego umysłu

pod ciężarem dnia śmierć na karku

wciąż próbuje zatrzymać na gałęzi krople deszczu

Asia M Chmiel
2025 11 12

Dodaj komentarz