gołe czyny

nim zdołam dogonić zmienny punkt widzenia

życia nie starcza

nowe rozdziały jakby pierwsze apostrofy wstępu

banalnie znaczone westchnieniem

bezgłośne wnioski za i przeciw jednoczesne

nic nie mam do burzy umysłu

poza rozległą ciszą gdzie trzepot motylich skrzydeł

zdaje się być gromowładną burzą

.

wywracam znaczenia i nieznaczne przeciążenia

póki jeszcze liść przepełniony jest życiem

w lawinie odgłosów wyłuszczam namiętność

rozgrzaną do substancjonalnej czerwoności

w tym wszystkim z goła chaos

lecz im głębiej dorodniejsza harmonia

wszystkiego we właściwym miejsco-czasie

zadłużonej bezcelowości w znaczeniach

.

otępiałym przymusem podejmuję wyzwanie

tandetnej ambicji

dopóki zdołam patrzeć wielokierunkowo

zachowam niewinność w skrajnej demencji

każdy krzyk podniesiony do gwałtu

łaknie potwierdzeń i oddźwięku

co mogę mieć do zaoferowania pozbawiony

skali przejrzystości widzenia perspektywicznego

2016 08 02

Dodaj komentarz