milknę w słowach by nie rzec od rzeczy
gdy mały umysł jak godowa żaba
wciąż bez końca skrzeczy
błędnym wzrokiem patrzę szukam
w ciemnym tunelu bez prześwitu
końca drogi która zwiodła mnie donikąd
.
wątpliwość to chleb mój powszedni
pełnia życia to luksus dla biednych
dopóki myślę pozostanę gdzie jestem
nic nie mam na własną obronę
wszystko co znajduję w końcu się gubię
powstrzymuję sam siebie w tym jak siebie widzę
.
z losem nie chcę zadzierać nic doń nie mam
jakby mi pan czasu dał swą tarczę
wziąłbym a jakże bez oka zmrużenia
tylko ludzie następstw losu najemcy
litość mą posiedli nie zaprzeczę więc
gdy myśl swą porzucę stanę się dostępny ciszy
2020 06 02
