
gdy byłem dzieckiem zuchwałym
do głowy mi nie przyszło że ten świat
dorośli wciąż dzielą na taki i nie taki
gdy dojrzewałem z butą na ramieniu
nie w smak było mi rzucać dziecięce spojrzenie
a świat dorosłych wyglądał na skomplikowany
gdy dorosłem zupełnie zapomniałem o sobie
świat pochłaniał mnie do reszty tchu
aż dotarłem na skraj własnych możliwości
dzisiaj słyszę tą pieśń z mojego wnętrza
nie znajduję słów by okraszać ją wyznaniem
więc roztapiam się w niej niczym król
teraz skrywam się w uśmiechu dziecka
mój świat jest kopalnią błogosławieństw
a dojrzałość to wybór nie konieczność uniwersalna
2020 05 12
