*
motyl rzeźby okala mój ubiegły los
pasją Feniksa utarty bieg przeobraził się
w nieprzewidywalną niewiadomą
włosów z głowy nie rwę ze strachu
obronnym murem nie obwarowuję się
jakiś czas jeszcze wzdragam się na myśl samą
i nie znajduję strachu sięgającego ponad
radość wyjęta spod niepowtarzalności nieznanego
.
pamiętam jeszcze smak marnej niedoli
umysłu przywiązanego do tak być musi
jakby pętla na szyi nie miała wiązania
jakby bielmo przysłaniało widzenie
niechybnie padam do stóp biegowi zdarzeń
tych które przebrzmiały i nadejściem będą
jestem z nadania okoliczności czasu
przed którym w wdziękiem chylę czoło
.
zasługi nie są nimi po prawdzie
sukcesy i porażki nic nie znaczą w dobie przemijania
żaden z bogów nie ma władzy ponad
moją zdolnością przyjmowania i pierwszego wyboru
rzucanego na taśmę historii zwanej bieżącą chwilą
każde zrządzenie losu jest konsekwencją
nie obarczam nawet przeznaczenia w świetle prawdy
zmuszony oddać wolę na rzecz jakiegoś egoizmu?
2018 02 18
