
wątłym echem niesie się naręcze wymownych słów
jakiś pajac rzuca w przestrzeń kamień roszczeń i zarzutów
kiedy żmija wije się spiralą płaską po temacie
odległości rosną niczym kapelusze w pełną noc po deszczu
.
kołysząca się na płozach kareta ze złotych prawd
jakiś jeleń do wodopoju przedarł się okoniem
kiedy ssyk zamkniętych ust paranoidalnych
spełnia się w milczenia zmowie odległej pustynią
.
złożony los z okruchów słodkich kąsków
kiedy słońce przetapia się w kulę ciepła
jakiś gnom spoczywa na barkach odruchów
znamionujących układy poza systemem cywilizacji
.
sine uszy pozbawione lęku głębi ciszy
kiedy strumień szemrze rozlanym korytem
jakiś łoś stoi wilkiem w stadzie owiec
złaknionych wrażeń spod wełnianego rozumu
.
krępy pokłon na podeście sławy wydumanej
kiedy bezwstydna niezależna gasi zdumieniem
jakiś wyłom w bezpiecznym polu działania
kładzie się cieniem na niezależność zależną
.
dziki mustang z mlecznej ścieżki zachowany
kiedy tłok w swoim zgiełku przytłacza się
jakiś Sen przywodzi na myśl zapomniane więcej
niż to do czego nawykły już uformowane oczy
2017 10 02
