
z odźwiernej głębi wydobyty jęk i zgiełk
w echo uszu jeszcze słyszysz
a mimo to leziesz na ochłap licząc
bez zbyt przeciągłego oglądania się wstecz
jak mętny strumień zarzucony błotem
.
z lisiej jamy koszmarny skowyt syczy
odbijając swój dźwięk od górskich szczytów
a w cichej dolinie ledwie szept
bywa huraganu spustoszeniem
lecz to nie ty sam donosisz
.
z rozterki zgrzytu wyłania się rytm
gdy grający odnajdzie swoje centrum
niby nie masz nic do stracenia
lecz ten strach wampirzy twoje zmysły
owładnięte zachłannie prawem posiadania
.
z totalnej głębi wydobywa się pustka
której nikt nie zdoła zdefiniować
gdy stoisz w obliczu siebie kim jesteś?
bo każde spotkanie rzuca na cię cień
niejasnych podejrzeń o tożsamość
.
w zsypanym rowie jest pewien zarzut
co do niepasujących śmieci z przeszłości
lecz nim zerkniesz za siebie zapadnie się
w bezdenną studnię martwe było
a ty nieporuszony wychodzisz z tego czysty
2017 09 10
