
u wezgłowia porzucony rączy wierzchowiec
na jednej z ciemnych ulic pędzący jachtowiec
ogołocone płótna spod pędzla minuty
na trampolinie jowialny stręczyciel
nim otwarły się oczy sen wiódł prym
.
nie ma cienia złudzenia spod powiek
przywartych do własnej poświaty
w niezmąconym jeszcze stanie woli
pląsa się chęć z ciekawością
następstwa dokonanego czynu
.
nigdzie nie jest napisane tak oczywiste
prawo niezależności osobistej
jak pyłek kwiatów delikatnie oprószający
stopy pozytywnie nastawione do horyzontu
rozścielającego się na połaciach sekund
.
zapuszczone wodze lubią płatać figle
w figlarnej grze nazwanej życiem
śmiertelnie poważni jeż nie dają głosu
w instrumentalnym utworze na 2 słowa
nigdy więcej odegranym nad grobem
.
żeby śmierć na skrzypcach struny rwała
nikt jej nie posądzi o łapówkę
wszystko co da się ugrać w tym świecie
warte jest tyle co sen pod zmrużoną powieką
w stanie cnoty oczu patrzących na wskroś
2017 09 07
