
w wyścigu chmur gasną wszystkie wschody słońca
a dobry bóg miał je trzymać w garści
wyssany szept namiętnych ust jak z palca
o mrowie myśli napływających na moment
zderzenia myślomowy z faktem
.
na tafli lodu rysy tańczą w jednym tempie
a każdy wzlot upada jednoznacznie
nieme granice z ponętnych warg spijane
niczym morska piana o brzeg rozmyta
w chwili największego uniesienia
.
na polu walki zwanej życiem nieprzeciętnym
a niedorzeczność kryje się za kurtyną
zamknięta na siedem spustów niepamięć miłości
budzi i rodzi pokolenia nieświadomych
własnej rzeczy natury
.
w gonitwie kropel cały deszcz za kołnierz
a jedna łza utknęła w drżącej rzęsie
przemilczany fakt upadku złotej godziny
w oparach dymu uchylonego z ust
amanta zapomnienia
.
na jednej nodze przy tysiącu kroków
a ślimak pozostaje bez wybierania
zarzucam dłonie w otwartym geście
przyjmowania dnia przed zachodem słońca
na szyję zaufania
2017 06 17
