cofam dłoń drżącą żebrzącą o więcej
gdy dostrzegam aż nadto obdarowany
czasem ludzki umysł maleńki ogranicznik
pochodzący z przeszłości zamkniętej w obiegu
pozwalam mu zaufać sobie w niepewność
gdy serce patrzy czysto bez obaw
.
kłaniam się z wdzięcznością nigdy nie proś o więcej
gdy ślepy nie dostrzegasz obfitości
to co jest ci dane spójrz aż nadto
co więcej potrzebujesz w tym świecie na tą chwilę
gdy przemilczeć ci przyjdzie przebrzmieć
jak nuta trącona o mandolinę
.
wyciągam dłoń niepewną jeszcze w podzięce
gdy przyszło mi porzucić myśl sercu oddać
rozdygotaną odwagą jeszcze spoglądającą w otchłań
czasu który przeminął i tego co nadchodzi
rozprężam ciało w pustostan nijakości
gdy trzeźwy po dniu otępienia zawierzam
.
nie-skończoności?
2017 06 22
