rewia uniwersalnej wdzięczności

.

odchylam jeszcze głowę by spojrzeć

na zgliszcza z owdowiałej przeszłości

ledwo odruch namiętnie wstrząśnięty

westchnieniem upływu mijania minionych

jestem wdzięczna

.

zapamiętuję siłą rzeczy naturalne przemiany

z uwagi na rozgłos przebrzmiałych nut

chcę je zatrzymać uczepić się nic to nie da

życie ma to do siebie że jest procesem

kłaniam się tworzeniu

.

odbiegam w przyszłość cofam się wstecz

tak trudno zatrzymać bieżącą chwilę

nawet woda nie płynie wczoraj czy jutro

cząsteczka pretekstu jeszcze kusi mnie złomnie

pozostaję wdzięczna

.

pagórki i niziny powstają znikają

jakiś wariat podkopuje by zatrzymać ten stan

Natura ewoluuje z nieskazitelną nieskończonością

a głupcy protestują na tym samym gruncie pod stopami

jestem ufna

.

najgroźniejszy ze strachów ma imię miłość

wtedy ego umiera z nieznośnym bólem

tylko tam zradza się odwaga subtelnie

wyłoniona z tłumu skazitelnych wątpliwości

rozpoznaję te lęki

.

jeszcze zerkam za siebie w zwartym tłumie

nie idę w tę stronę więc występuję

brak wiary w siebie rodzi roje idiotów

pełznących po wyżłobionych martwo traktatach

doceniam wolność

.

zaplątane pobieżnie niuanse rozwoju

padam do stóp temu który jest

jeszcze bunt mały zawias wahań wyboru

nim zostawiam rzucam się w przepaść niepoznanego

dozgonnie

2017 06 11

Dodaj komentarz