nieznośnym rytmem wznoszę
mój utajniony głos do życia
co wzywa mnie do brania garściami
frywolnym przepływem deszczu w obiegu
który szuka dąży do nieznanego koryta
bo ten co się trzymał kurczowo biegu
przepadł zmartwiał zbutwiał w miejscu
ja nie mam nic w głowie na obronę
jasność słońca stopiła wszelkie lody
mury i baszty fortyfikacje rozpierzchły
niczym cień dostrzeżony gołym okiem
niezabezpieczony ryzykant w siodle
.
skrytym szeptem przyzywam
mój pokurczony potencjał do lotu
jesteś większy niż to co cię spotyka
a spoglądasz wciąż za siebie przepłoszony
gdy wyzwania czynią cię wciąż młodym
stary tetryk patrzy pryzmatem martwoty
skostniałej z zasad nabytych w szermierce
więc nie ma poddanych z powodu braku wyboru
gdy podnosząc powieki dostrzegasz
bezlitosne przeszkody nadające sens dojrzewaniu
jak muchy padają granice terytoriów
zwanych bezpieczeństwem dla mnie niewolą
2016 12 01
