w przebiegłości to raczej nie upatruję mdłych wzlotów
tymczasowością pachnących na miarę bełkotu zupełnego
zbutwiałe pochlebstwa rozbijam o stół do gry
w karciane idole papierowych kart
.
w lot wyłapuję zakręty piętrzące rzeczywistość
w sugerowanej formie rozstroju zawodowego
gdzieś taki sam licznik lat w kozi róg zapędzonych
skrywam w dłoni zaciśniętej na południu
.
tak zapamiętam migiem uwiecznione
pyłki mimowolnych skurczów powierzchownych wyrazów
na twarzy zrytej klątwą niepamięci
w podeszłych dniach sączącego się wpatrywania we własne oblicze
.
zdołam wszech i wobec nie wspomnę
w jaskini zmarłych oddanych modłom syzyfowym
nie żal ci jeszcze bezczynności wklęsłej zębem marazmu
gdy nie ma nic co tak naprawdę stracić możesz
.
wciskam przeciskam własną melodię
nasiąkającą granicami odsłaniającego się potoku życia
z gołą piersią wystawioną na niepewną porę
a nie znam dnia i godziny w odsłonie hazardowego ryzyka
2016 11 07
