
czasem stoję na wzgórzu wpatrzona
w horyzont spraw podległych woli
walki zwanej potocznie lepszym jutrem
czemu nie dzisiaj? pytam nie pojmuję
czy lepiej mieć powody do utopi
poczucie szczęścia pozostawiać głupców
nieodpartej ironii zamiarów wpływu
na poziom stabilności społeczeństwa
.
czasem leżę wsparta trawy zielenią
spływającą spokojem jak po kaczce
z zamiarem lotu bez rozkładania skrzydeł
wznoszę się i spadam na cztery łapy
jak gdyby bezpieczeństwo było gwarantem
występowania na scenach życia opartego
na deskach współzależności wszystkiego
z czym ma się do czynienia w świecie
.
czasem bujam się na hamaku spraw
przywłaszczonych podstępnie egocentrycznym
zapędom gnuśnej ambicji druzgocącej
przemysł poczucia potrzebnym bycia bez aktów
uwłaszczenia spełnionego w postaciach
z cyrkowej trampoliny rozsądku zupełnego
wobec dzikiej kruchości rzeczy tymczasowej
nad wygiętym w łuk grzbietem odwagi
2016 10 18
