
obdarzasz mnie pewnością niezłomną
niczym wiara
niech rozsmakuję się w tym
ten smak co w zgliszczach
szuka wytchnienia
niech wzniesie się strumieniami ognia
rozpostarte skrzydła
moja pieśń splątana chaosem
gdzie jest ten co w pięciolinii
zasnuje ją niczym hymn
niech przepadnę niech zginę
byle ta pieść co się tli
w sercu rozgorzałym
odnalazła dyrygenta
który nada jej rytm
.
jestem szeptem wiatru
niezrozumiałym dla tłumu
jestem tonią ciszy
głuchej na zanik mowy
jestem dniem i nocą
dopełniającymi się w następstwie
jestem ziemię i niebem
w zachodzącej na siebie granicy
beznamiętność spijam z warg
nasączonych światłem
w tysiącu słów o niczym
porzucam siebie
ta droga zawiodła mnie donikąd
czas jest jak sen przemija
mam wszystko najsampierw
tak o mnie dba
nawet mój cień
nie zaznaje niepokoju
więc czemu miałoby się tak stać
że jest tylko to a całe ja rozpłynie się w tym
