
zawłaszczasz dusze ciszą o poranku
spijasz z ust nocy samotność
pozbawiona wdzięku łza już nie grozi
nikomu nadmiarem wrażeń
.
rozbijasz namioty jeden po drugim
jakby miało wystarczyć ludzkich marzeń
nikt nie zdoła ogarnąć bezczasu
wieczności mieniącej się rozkoszą
.
zachłannie szepczesz swój dźwięk
nazwany echem milczących ust
w złoty róg zadąć nie wystarczy
dla uzyskania głosu
.
w idealnej odsłonie ludzkich niepokojów
czai się strach napędzany niewiadomą
słońce słońce mój księżycu
własną porą tańcz i graj
.
zawzięcie bierzesz moją dłoń pod rękę
nie oglądam się wstecz pęknięć
tyle piękna kryje się w człowieku
pod osłoną ignorancji
2018 11 08
