
widmo nocy wyłania się za dnia
bez względu na porę
aura cienia jest niczym strach słomiany
przed tym co nieznane
zaledwie wiązka światła i pstryk
nie ma cienia znikł
.
złowieszcze widmo grozy przepowiedni
ze względu na możliwość
synonim spełnienia jest niczym wiara
w obraz boga nie istotę
podstępne zwątpienie rozpłaszcza wykładnię
na atomy zdumienia rzeczywistości
.
wszystko w cokolwiek uwierzysz jest prawdą
dla ciebie stworzoną przez siebie
uparta ość staje mi w gardle krzyku
tłumu rozjuszonego po więcej
nieustannie rozsmakowany w faktach
sączącego się obłędu wróżbitów
.
zaciągnięte gradową powłoką nasiona
samych dla siebie Wróży
kiełkują i wschodzą na gruncie
gotowanym od urodzenia
cudem bóg miałby zsyłać plagi i kary
miłością osnuty jak nieśmiertelność
.
wyłaniają się spod łóżka strachy na lachy
powodowane tęsknotą i głupotą
sprawiedliwy sąd wymierza sam sobie
jak to człowiek przyodziany do boju
egzystencja dąży zaledwie do nadzianej równowagi
skłonnością natury uległej
.
nic nie ma w cieniu którego nie ma
ledwie zapalić światło
każdy strach jest odwagi niedoskonałością
gdy ta milczy zaspana w kuluarach
poszukuję bata na błędy dojrzewania
grom mnie nie powala nic to nie ma
2017 07 12
