
płonny diabeł zagląda przez przeszłości wrota
niczym głupiec z oklapłą żywotnością
marny taniec to nic nie znacząca tęsknota
z każdą chwilą kończy się jakiś rok
zagapiony w kalendarz bez domu
.
licha pustka w namiętnej istocie
świętuje każdą cząstkę w przekładzie
każda chwila jest euforią kulminacji egzystencji
objawiającej się nieskończonością form
a życie to ciągłe zakochiwanie się w procesie
.
nawet nie wiesz jakimś cudem zaślepiony
jaką wartość ma niepoliczalne
być może zagubiony zapomniany sam w sobie
nie patrzysz już jakby po raz pierwszy
bo umysł skrzeczy o nie ma nic więcej
.
oczyma anioła wypatruję horyzont
odwaga w sercu a serce drżącym marszem
rzuca się przepaści w ramiona nieznanego
nic nie robię sobie z obaw dobiegających
z prędkością światła na przekór
.
prawda ma własne usta bezimienne
wcale nie odkryte skulone w poczekalni
na palca skinienie rozkwita lotos
bez poruszenia nic jest progiem zabezpieczeń
a wpaja się walkę wysiłek i zdobycz
2017 01 04
