nie wikłaj mnie w swoje trupy
zatwardziałych poglądów wciśniętych słowami
nie wciągaj mnie do prywatnych komnat labiryntu
który budowałeś przez lata dociekań
a sam uwolnić się nie zdołasz i nie chcesz
nie skazuj mnie na morderczy wysiłek
wśród zmarłych których podtrzymujesz przy życiu
mój sen jest tylko snem podległym śnieniu
ty wciąż podsuwasz mi wisielczych skazańców
na próżno wzywasz rozkładającą się padlinę
krwiożerców rozsianych wśród pogorzelisk
jest taki jeden stopień inteligencji mędrców
gdy odetniesz korzenie każde drzewo uschnie
podjętą decyzją grzebiesz swoich zmarłych
nie wsysasz w tornado skali przyjętych nieszczęść
w perspektywie rozczulonego rozżalenia nad sobą
żyję pełnią życia na dynamicznych obrotach
to mój respirator przytomności
może i spoglądam wstecz lecz bez tęsknoty
wzdragam się też przed nieznaną chwilą następującą po sobie
ty płyniesz ja płynę w jednym oceanie
nic mi to a jednak cenię tę obecność
2016 07 08
