strzępki słów rozbite kruchy lód
na złe zamiary zamierzony
nuta cała dźwięk w połowie przerwany
na zawisłe pomiędzy zwroty
szeptu zgiełk we mgle osnuty
wątkiem słów rozszarpanych przez dotyk
słony żal nieukojony następstwem
nieuniknionych rozstrzygnięć sensów
skąpa baśń o niezawisłym sądzie
nie koi niesprawiedliwych wyroków
tysiąc głów za jedno rozwiązanie
nieustabilizowanego kursu monety
zająknie się mój purpurowy kosmos
a utknę w kropce niezaspokojenia
po sam szczyt dosięgam przebłyskiem
dotykając najczarniejszych głębin
nikt nie mówi tu nawet o walce
bo niby jak walczyć bez wrogów
na dwoje babka wróżyła i żyła
oblicza są dziełem ludzkości
marny widok i zachwyt jednego planu
nie umniejsza złudzeń nie pozbawia
o cokolwiek kopii nie kruszono
chwała to zaledwie odłamek uwielbienia
pod stopami kłody pęta na nadgarstkach
jednym słowem niefart fortunnego losu
zaklinam czas na wszelkie sposoby
i tylko mój sen się nie skarży
skulony w sobie pokurcz niedoli
łaski żąda jak chleba z przydziału
szczęśliwy fart w sercach miłujących
nie znają ci strachu nie myślą o odwadze
nęcąca obietnica pociąga mnie za sobą
nic więcej nigdy nie zapytam
ofiarowuję życiu wszystko niczym kwiaty
płynę woda przybiera różne kształty
czasem ledwie oczy zdradzają niepokój
a te kwiaty bezpiecznie zachwycają Ziemię
2016/01/31
