jedną nogą tu drugą tam
i nie ma mnie nigdzie
jak pomiędzy młotem i kowadłem
rozstaje dróg na mapie stóp
nim wyłonię się za Feniksem
zupełnie pozbawiony roszczeń
o spuściznę i zadatek należności
.
jeden dzień tu drugi tam
i jestem poniekąd wszędzie
jak bezwstydny wędrowiec
w małolepszym nastroju spotkań
gdy dzieci śnią w najlepsze
a sroka śmie ominąć okno
przed szybowcem z papieru i gumy
.
jedna rzecz w tym druga w tamtym
i nie ma kontekstu
jak pomiędzy szczytem a głębiną
odległa przestrzeń skłębionego dymu
z wyrazami myśli rozrzuconych
na skalistych wybrzeżach zmysłów
przy warunkowym zawieszeniu broni
.
jeden krok w przód drugi w tył
i nie ma dokąd się udać
niczym w bagnach ugrzęzła podkowa
na szczęście przysłowiowej chatki
więc tylko strach czai się za rogiem
niepewności rzuconej jak kości
na stół rozsypanych ze starości
.
jedna myśl w tą drugą w inną
i nie ma już nic do utraty
gdziekolwiek cień pada na cel
namierzony muszką w niedalekiej rozpaczy
o cokolwiek masz skłonność do zarzutów
to tylko żart gry teatru
co trwa póki zgrywasz aktora
2015/11/21
