dźwięk i bezdźwięk światłocienia
u Twych stóp składam siebie
dzięki temu jestem jakoby mnie nie ma
w cieniu przemijania w świetle wiary
odgłos drogowskazów porośniętych mchem
.
ośmielony aplauzem egzystencji
wpatruję się w słowa rozwieszone we wszechświecie
zdejmuję ze sznurka powiązań
jedynie suche gotowe do przyjęcia
nieustannie w podzięce za dar życia
.
wiem kim jestem a gubię w się w określeniach
wyuczony uczniak z tabliczką na ramieniu
droga przede mną zupełnie prosta
stary nawyk popycha mnie na zbocza
jak inaczej mógłbym rozumieć bezdroża
.
skowyt psa zmuszonego do smyczy
wobec pszczoły w pyłkowej obsesji
każdy smak ma swoje granice
a jedynie bezbronny gest zwycięża
i to wcale nie znaczy że poddanego
.
kimkolwiek jesteś bądź całym sobą
zanurzonym w życiu po same uszy
nie ma takich złudzeń opartych na faktach
dla których warto byłoby się nie przebudzić
nie mów mi tylko że diagnoza załatwia temat
.
tyle już wiem że wszystko upadło
zasady morale runęły w ocean
unoszę się na wodach niesiony prądem
dokąd zmierzam wiesz Ty źródło celu
już nie patrzę za siebie niczego nie wypatruję
2015/05/02
