kierunki rozdroży

przemierzam każdy krok

o jasną spostrzeżeń wolę

nim marny szczegół

do reszty mnie pochłonie

a jestem… gdzieżbym śmiał

nazywać siebie deszczem

co światu daje krople o

ile postanowi ugasić pragnienie

.

spękana nadzieja nazajutrz

dobrych postanowień

najsampierw milknę zagłuszony odgłosem

coś dał mi ten niepokorny dobrobyt

teraz jedynie wiem nic to

kiedy duszy uwięziony skowyt

zapragnie więcej ponad to

zwyczajne przysposobienie

.

jaka to myśl stoi mi na drodze

że zaprawdę mniemam

sposobności bezsłownej

w mowie ptaków wszystko jest proste

rytm wyśpiewany w konfrontacji

porzucanych odniesień

dzierżę jedynie obosieczny miecz

w papierowej pochwie

.

zaskarbiony gest w odezwie

do wartości niejawnych

siła zderzonych splotów

w roztargnieniu dmuchawca

ledwie za się w popłochu

uganiam własne szczęście

a droga wciąż rozpostarta

jakbym mijał ją z boku

.

nawet nie to że spiekota

w ilości paranormalnej

jestem odgłosem czy echem

bo żyję nie sądzę naprawdę

ani szpilka w jadłospis

głowy nie wysunie do wiatru

postanawiam nigdy więcej

nie pytać o drogę prostą

2015/04/28, 29

Dodaj komentarz