
w ciszy przed zapadającym zmrokiem
dzień jeszcze wzdycha
noc nadal nie nadeszła
zawieszone w powietrzu półsłowa kropel deszczu i potu
a mówią że nic bardziej mylnego
największa tajemnica kryje się przed świtem
.
w świecie tym pragnienia i tęsknoty
chadzają parkową ścieżką kochanków
niestrzeżona głupota wkrada się
jak złodziej tylnymi drzwiami rozkoszy
gdyby tylko dać ludziom jeden myślnik więcej
garb upokorzeń nie poznałby pana
.
w zamian za lampkę ciszy
kto nie uszanował toastu
rozpacz nad szklanką wody
wylanej za kołnierz czasu jestestwa
pozbawionego dźwięku trąb i bębnów
.
zapewne w błędnej notce
w momencie przemijania co było
a nie jest nie pisze się
mój upór i osioł bezspornego kalectwa
w niczym nie jestem oznaką
szacunkowego gustu
.
cokolwiek ma do powiedzenia
białe pióro na wietrze
nie jestem tym samym co wczoraj
moje własne żywioły
wypełzły mi z ręki
niczym ryba zbyt śliska na kąpiel
.
nie potrzeba skrzydeł
gdy niebo dotyka ziemi
las jest kontrastem niesfornych natłoków
baśniowy strumyk w wynajętym schemacie
na niestrawne role do spełnienia

2015/02/24
