zamykam oczy i widzę
świat którego nie ma
na jaki szczyt
próbujesz się wspiąć
kiedy nawet w lustrze
nie pojawia się dolina
maluję słowem
niczym zręczny szermierz
rozcinam lód
na płynącej wodzie
spośród listowia snów
wydobywam dźwięk
niemego łabędzia
bez rozpostartych skrzydeł
ile stopni w dół
chcesz zejść w rozpaczy
gdy i te najgłębsze czeluści
ociekają świętą wodą
być może zechcesz spaść
z wierzchowca pragnień
w pętli czasu miotającego tobą
w jadeitowym pałacu
skrywasz odpowiedzialność
pod płaszczem ambicji
tego Mustanga nie osiodłasz
otwieram oczy i widzę
świat którego nie było
2025 01 19, 20
